| bunt-na-pokladzieblog - archiwum: sto sześćdziesiąt dziewięć |
| Strona główna |
sto sześćdziesiąt dziewięć00:40:06 Dobra, przegraliśmy. Ale są plusy! 1. Duch patriotyzmu przez te kilka dni sięgał zenitu i sufitu. Zakochałam się w kibicach rodzaju wszelkiego. Każdy wie lepiej, każdy kopnąłby piłkę inaczej, wszyscy byliby lepszymi trenerami niż Leo. Szkoda tylko, że słów ryczących, podchądzących pod hard metal pieśni wątpliwie narodowych nie znam. Wyraźniej śpiewajcie, to się nauczę! I też śpiewać będę. A to co chwilę "hej" mi na "hej" nie wyglądało, i tak tłum ludzi krzyczał "gej Polska!". 2. Szanowny pan Wbebb w życiu swym możliwie już krótkim nigdy więcej karnego nie podyktuje. Najpewniej i najlepiej dla niego, aby nic już nie podyktował. Nie, żebym coś sugerowała; ja się tylko o zdrowie jego własne martwię. Swoją decyzją jakąkolwiek podróż w strony polskie darować sobie może, jeśli żywy na Wyspy chce wrócić. Tysiące kibiców nie zapomni mu tego do końca świata i dwa dni dłużej, niż Wielka Orkiestra trwać będzie. 3. Dowiedziałam się i pojęłam na czym spalony polega. Wyczyn z mojej strony nie-byle-jaki, więc gratulacji wszelakich oczekuję. 4. Rozpoznaję piłkarzy reprezentacji własnej całych dwóch, z czego jednego po nosie, a drugiego po pozycji - bramkarz. 5. Respekt u ojca własnego zyskałam, nie tyle pojęciem spalonego, co samym meczu oglądaniem. Przyznam, ziewnęło mi się kilka razy potężnie podczas trwania każdego z nich, ale początkującej wybaczyć można. klęski się zdarzają. nikt ich nie uniknie. skomentuj (1) |