sto siedemdziesiąt osiem

2 czerwca 2011

A wiecie, zaliczyłam te wszystkie prawne i ekonomiczne o których pisałam w notce poprzedniej, wyjechałam z tego kraju na wakacje o smaku gruszki, znalazłam pracę byle-jaką, stałam się samodzielna. Pies mi odszedł z tego świata w sposób odrobinę brutalny (bo się udusił, brutalne, nieprawdaż?), ale mam nowego przybłęde, który jest suczką już bez organów, które ją od psów odróżniać miały. Przeżyliśmy w katuszach pierwszą cieczkę, ściany mają nam za złe, że od razu jej tego, co to tam zbędne było, nie wycięliśmy. Tekla, bo tak się zowie psisko, w majtasach jednak chodzić nie raczyła. I wszystko jest pięknie na pierwszy rzut oka. I na drugi też. I znowu ciepło jest, i znowu śpiewają ptaki. Tylko tak na żołądku jakoś smutno.
but the odd thing was that none of it ever stayed with me

sto siedemdziesiąt siedem

6 stycznia 2010

Powiem Wam, moi Drodzy, że siedzenie całymi dniami na tyłku i robienie niczego doprowadza do szału nawet mnie: leniucha nad leniuchy, który od zawsze szukał pracy lżejszej od spania. Jestem pełna podziwu matkom, żonom i kochankom, które porafią całymi dniami przesiadywać w czterech ścianach, niańczyć ewentualne dzieci i gotować obiadki. Z przenudzenia pojąć można fizykę nuklearną i wysnuć nowe teorie dotyczące Wszechświata, życia pozagrobowego, grobowego i odkryć bakterie, które będą lekiem na całe zło tego świata, począwszy od wojen i głodu, a na bolącym palcu lewej stopy kończąc.
Plany na 2010? Żeby tak pracę znaleźć, niekoniecznie doskonałą, ale taką, którą „skoro nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. I tu o to „miecie” właśnie chodzi. I żeby pociągi relacji Białystok-Warszawa i vice versa ogrzewanie zimą miały działające. Abym, tuż po obudzeniu, mówiła „dzień dobry, Boże”, a nie „dobry Boże, dzień”. I żebym zaliczyła jakimś cudem te wszystkie tłumaczenia prawne i konferencyjne. I abym wyjechała w końcu z tego nudnego jak pizda kraju! Tak, z wielkiej patriotki wskoczyłam w stan „wszędzie lepiej, oby nie tutaj”. Żebym samodzielna była bardziej niż by tego chciała Rodzicielka.
A Wam życzę zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy.
but when hope disappears, when you find that you have given up hoping even for the possibility of hope, you tend to fill the empty spaces with dreams, little childlike thoughts and stories to keep yourself going

sto siedemdziesiąt sześć

14 września 2009

Będę studiowała w Warszaffce, będę studiowała w Warszaffce :)
A teraz serio… kto mnie przechowa w stolycy ok 4 dni w miesiącu?
so many of us have become like children again

sto siedemdziesiąt pięć

25 czerwca 2009

Denerwuję się! Nerowowa się zrobiłam! W brzuchu mi lingwistyka dziurę ogromną wierci! A Chomskiego to ja serdecznie nienawidzię i to z wzajemnością. A co będzie, gdy wylosuję pytanie, którego nawet poprawnie przeczytać nie będę potrafiła? Albo się wywrócę na progu? To nic dobrego wróżyć nie będzie. I co za kretyn wymyślił, żeby Utko pierwsze na obronę wchodziło? Nie pamiętam już nawet, co w mojej pracy jest napisane, chociaż siedziałam nad nią dobre pół roku. Pochlastam się, proszę Państwa, pochlastam i taka pochlastana na obronę się wybiorę. Pocieszcie!
z mózgu mam już galaretkę

sto siedemdziesiąt cztery

3 maja 2009

Moi Drodzy, cieplutko się zrobiło. Ptaszki śpiewają, tulipany w babcinym ogródku dumnie kielichy swoje do słońca wyciągają, balsam brązujący wyszukałam w czeluściach łazienkowych półek, rower katusze przeżywa, pieski ze szczęścia machają ogonami i koty zresztą też. O, koty. PRZEJECHAŁAM PRZEJECHANEGO KOTA! Rozbebeszone to leżało na środku drogi, przyczajone w mroku, pachnące świeżą krwią i wnętrznościami, a ja po nim przejechałam! Kości pod kołami czułam, jego oddech na plecach i piskliwe „miau” oznaczające, żem winną za morderstwo martwego kota uznana zostałam. Mea culpa, kurwa mać.
Jeśli chodzi o tulipany to wszystkim wiedzie się doskonale i rosną sobie w najlepsze oprócz jednego, który miał niefarta trafić jeszcze w cebulce do mojej doniczki. Tego też zabiłam w czasie niedługim, a wykopując to, co pod ziemią na cebulkę jeszcze wyglądało, odkryłam, że dotykając takiej cebulki-martwego-tulipana ona robi donośne „pff”. Pff. Kolejne morderstwo. Chyba bym się od siebie samej z daleka trzymała jakbym mogła.
Poza tym wszystkim, drodzy Czytacze, ostatnio przyciągam do siebie mężczyzn już całkiem dojrzałych, co to na żonatych i dzieciatych wyglądają. Przypierdalają się tacy do mnie o nie-wiadomo-co, a później napewno rodzinie przy obiedzie opowiadają, jaka to dzisiejsza młodzież pyskata i niewychowana, że czelność ma odpowiedzieć stosownie słownictwem podobnym do użytego wcześniej przez wyżej wymienionego Piernika.
I odchudzam się. To już taka tradycja się zrobiła. Ale będą jaja, jak serio się odchudzę, nie?
- moi Rodzice swego czasu mówili „o” zamiast „ą”, np. mówio, piszo, gadajo
- i butelky?
- taa..

sto siedemdziesiąt trzy

31 grudnia 2008

Moi Drodzy, podobno dziś jest dzień podsumowań wszelakich. Z ogólnego rozrachunku wynika, że wydaję więcej, niż zarabiam (pomijając już fakt, że nie zarabiam), ale to normalne w stanie bycia-kobietą. Rok był pełen… spokoju ducha, szczęścia i pomyślności. Czyli tego, co któreś z Was, Podłych Bestii, życzyło mi i co się w cholerę spełniło! Zaczęłam mieć koleżanki, remont w pokoju, ułożyłam pół układanki (500 popieprzenie maleńkich puzzli), a pół do ułożenia mi jeszcze zostało (kolejne 500 popieprzenie maleńkich puzzelków). Kawałki z narysowanymi palmami za cholerę w jedną całość złożyć się nie chcą! Pies mój wiekowy już zaczął gubić zęby, a następnie je chyba zjadać, bom żadnego kła psiego w domu nie znalazła. Znając moje szczęście drepcząc sobie boso po bezdrożach domu wdepnę w ten najostrzejszy i zaklnę w niebogłosy. Wtedy dopiero będę pewna na 100%, że mu naprawdę zęby wypadają, a nie chowa je w dziąsła tylko po to, aby móc z przerażenia mojego się pośmiać. Wyjazdy wszelkie planowane od czasów okupacji nie spełniły się w żadnym calu, ale powstały nowe, większe i klarowniejsze. W końcu mam mocniejsze paznokcie i odnalazłam powód pękających naczynek na mym nosie. Stanęłam „po drugiej stronie biurka” i zawzięcie plany na rok następny snuję.
W 2009 wykonać:
- Holandia z pomidorami
- Egipt z piramidami
- magisterka w Farszafce (pozdro S.!;D) ze mną na liście studentów
- praca w szkole bylejakiej, aby tylko te 800pln miesięcznie mieć
- może morze? Nasze, własne, Polskie?
- koniec z paleniem na czas określony jako „zawsze”, aczkolwiek być może zostanie „chwilowym”
- odchudzę się! …znowu
Brzmi zachęcająco, prawda? Podobno „jaki Nowy Rok, taki cały rok” więc Ci nie wybaczę, że nie spędzisz go ze mną! Tak, do Ciebie mówię ;>
today is a perfect day for a perfect day

sto siedemdziesiąt dwa

3 listopada 2008

A wiecie, moi Mili, mi się coraz bardziej bycie nauczycielką podobać zaczyna. Doczekać się nie mogę ewentualnej własnej klasy, która drżałaby przed zajęciami i mówiła: „Proszę Pani, jest taki problem, że ja nie mam gdzie usiąść, mam iść po krzesełko do innej sali?”. Dzieci są jednak słodkie. Gdyby nie wizja rozstępów, wymiotów, zawrotów głowy, bólu porodowego i braku środków na utrzymanie jakiekolwiek może bym się na własne zdecydowała ;) A tak zachwycam się obcymi, bo 45 minut to jeszcze mimo wszystko stanowczo za mało, aby móc je znienawidzieć.
Bój dzisiaj niesamowity przeszłam z atramentem, który to zawzięcie zadomowić się w mojej drukarce nie chciał. Zwyzywałam go od różnych, przez myśl przeszło mi wylanie go gdzieś i mroczne chichanie się nad plamą, która z niego by została, kilka razy trzepnęłam dłonią w blat, co by moją wyższość mógł poczuć i zadziałało. Jednak z rzeczami martwymi jak z facetami – jak nie krzykniesz, to nie pojmie. Oczywiście z płcią wybitnie brzydką procedura jest nieco inna, ale do tego samego zmierza i podobne skutki przynosi.
Poza tym wszystkim smutno mi, że jesień jest permanentna, a zima krokami olbrzymimi się zbliża. Gdy pomyślę, że jutro rano muszę się wyturlać spod ciepłej kołderki, to oczy łzami mi zachodzą i włosy na rękach dęba stają, co by bliżej słońca być choć odrobinę.
Do Egiptu chcę! I Holandii na pomidory.  
szary to też kolor

sto siedemdziesiąt jeden

13 października 2008

Moi Drodzy, zaczęło nam się naukowanie wszelakie. W skromne progi szkół wkroczyć ponownie i w szkolnych ławach zasiąść mieliśmy zaszczyt. Jak co roku plany mam związane z tym ogromne. Będę się uczyć, będę pilna, punktualna, na zajęcia uczęszczać będę częściej niż to wystarczyłoby, aby wykładowca twarz moją niewyróżniającą się z tłumu zapamiętał. Plany są, chęci są, na wykonanie czas przyjdzie. Chwilowo oprócz mojej wątpliwie wyższej edukacji zajmuję się także edukacją podstawową. Cholera, nauczycielką jestem! Nieodpłatną, niedoświadczoną nauczycielką. Ośmiolatki mnie podrywają, na „proszę pani” jeszcze nie reaguję, chwalę rysunki dzieci i zachwycam się nimi pod niebiosa i słowo „skarpetki” do głów w języku obcym próbuję im nabić. Nie chcę Was smucić, ani wybitnie straszyć, ale jak tak dalej pójdzie to Wasze dzieci będą przeze mnie uczone. Któryś z Was, Szanownych Czytaczy, podpadnie mi sromotnie, a dziecko w szkole będzie miało przechlapane od czubka nosa aż po same pięty. Prace domowe będziecie musieli z potomkami odrabiać, bo będzie jej tyle, że sam potomek na zakrętach się wyrabiać nie będzie. Obrazki kolorować będziecie musieli, uczyć się do klasówek i upiększać zeszyty na sposoby różne, bo Pani Aneta będzie wstawiała dwójki za niepodkreślone tematy. Radzę Wam dobrze – albo potomstwo już teraz sobie sprawcie, co by na moje nauczanie jeszcze się nie załapało, lub potomstwo daleko ode mnie do szkół poślijcie, albo z potomstwa zrezygnujcie zupełnie. Niektórym rozmnażanie się powinno być z góry zakazane, ale to inny temat. Praca domowa na dziś: zastanowić się nad przyszłością własną, nie tylko zawodową.
cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się – ze wszystkich sił – tego, czego pragniesz

sto siedemdziesiąt

24 lipca 2008

Drogą wstępu pragnę zauważyć, iż S. to ZJEBCA FAZYYY! I nie ma, że nie.
Proszę Państwa, zaszczyt miałam wątpliwy w firmie „kant i oszust” pracować tydzień cały. Na rozmowie kwalifikacyjnej w bambuko mnie zrobili, a ja głupia postanowiłam spróbować sił własnych. „W zależności od PH skóry zapach utrzymuje się od sześciu do dziesięciu godzin”. Zarobiłam 102zł, z czego połowę na bilety wydałam i uciekłam czym prędzej w bezrobocie. „Od ilu lat w Polsce jest drogeria Rossman, 5 czy 10?” Dobre strony to wszystko ma, gdyż schudło mi się nieznacznie, ale jednak schudło i mięśnie nóg zauważać także zaczęłam. „-Od 10 -Brawo!” Nawiązałam konatky różne, fotki w Augustowie z nieznanymi facetami sobie robiłam i zakodowałam sobie, aby broń Pani Boziu perfum na ulicy od nikogo nie kupować. „-Od 5 -Brawo!” Potrzebuję pracy uczciwej, co by nikogo nie okłamywać, nie wykorzystywać i nie oszukiwać, gdyż źle mi na duszy wiedząc, że do piekła niewątpliwie trafię. „-Od 7 -Eykm, brawo!”
Jutro nad jezioro jadę (a S. to nadal zjebca fazy!). Opalić się mam zamiar, wieloryba na wędkę złapać, upić się jak świnia, aby następnie trzeźwym przez kilka dni jak świnia być. Zupki chińskie wpimpalać będę, a gdy te się skończą, na łaskę współwczasowiczów liczyć będę. Będzie fajnie, musi być!
Poza tym wszystkim mam już 21 lat i się staro czuję. Jak piec kaflowy i magistrala bam!
i sometimes feel the sky would burn itself out

sto sześćdziesiąt dziewięć

17 czerwca 2008

Dobra, przegraliśmy. Ale są plusy!
1. Duch patriotyzmu przez te kilka dni sięgał zenitu i sufitu. Zakochałam się w kibicach rodzaju wszelkiego. Każdy wie lepiej, każdy kopnąłby piłkę inaczej, wszyscy byliby lepszymi trenerami niż Leo. Szkoda tylko, że słów ryczących, podchądzących pod hard metal pieśni wątpliwie narodowych nie znam. Wyraźniej śpiewajcie, to się nauczę! I też śpiewać będę. A to co chwilę „hej” mi na „hej” nie wyglądało, i tak tłum ludzi krzyczał „gej Polska!”. 
2. Szanowny pan Wbebb w życiu swym możliwie już krótkim nigdy więcej karnego nie podyktuje. Najpewniej i najlepiej dla niego, aby nic już nie podyktował. Nie, żebym coś sugerowała; ja się tylko o zdrowie jego własne martwię. Swoją decyzją jakąkolwiek podróż w strony polskie darować sobie może, jeśli żywy na Wyspy chce wrócić. Tysiące kibiców nie zapomni mu tego do końca świata i dwa dni dłużej, niż Wielka Orkiestra trwać będzie.
3. Dowiedziałam się i pojęłam na czym spalony polega. Wyczyn z mojej strony nie-byle-jaki, więc gratulacji wszelakich oczekuję.
4. Rozpoznaję piłkarzy reprezentacji własnej całych dwóch, z czego jednego po nosie, a drugiego po pozycji – bramkarz.
5. Respekt u ojca własnego zyskałam, nie tyle pojęciem spalonego, co samym meczu oglądaniem. Przyznam, ziewnęło mi się kilka razy potężnie podczas trwania każdego z nich, ale początkującej wybaczyć można.
klęski się zdarzają. nikt ich nie uniknie.


  • RSS